piątek, 27 czerwca 2014

I miejsce.

Na początku chciałam wam , życzyć miłych i ciepłych wakacji :) A teraz do setna chciałam wam zaprezentować I miejsce w konkursie na One Stot'a. Płakałam jak głupia gdy to czytałam :') Dziękuje Julii Verdas. ,że przysłała mi tego One Shot'a. Dobra nie przedłużajmy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Buenos Aires. Bardzo dawno, dawno temu piękne miasto, tetniace życiem i kolorami. Teraz miasto pełne grozy i walki o przetrwanie. Zresztą nie tylko Buenos Aires jest miastem bez życia. Tak teraz wygląda nasz cały świat. Czasy sie zmieniły. Władze się zmieniły. Ludzie sie zmienili. Mama opowiadala mi zawsze o innym życiu. O lepszym życiu. Jednak, odkąd do władzy doszedł prezydent Heredia, życie wszystkich ludzi zmieniło sie na zawsze. Podobno z  początku było dobrze. Ludzie mu ufali. Coraz więcej osób zaczęło wierzyć w jego bajki. Dali sie mu zmanipulowac. I to niestety są tego skutki. Ja cieszę sie, że nigdy nie widziałam innego świata. Przynajmiej nie uzalalam sie nad sobą jak to kiedyś było dobrze... 
Dziś jest ten dzien. Taki jeden dzień w roku. Okropny dzień, w którym zbierają sie wszystkie dzieciaki w wieku od 12 do 18 lat w każdym mieście i zostają losowo wybrani na krwawe walki, które nazywają się Igrzyska Śmierci. Jest to nagrywana walka dzieciakow z różnych miast.Zawsze wybierają po 2 osoby z kazdego miasta.  Można sie zgłosić rowniez na ochotnika, ale rzadko kiedy ktoś to robi. Ja na szczescie jestem jedynaczką, lecz jest taka osoba dla której bym sie zglosila, choc wiem ze i tak nie moglabym. Mój były. Kochałam go, kocham i bede kochać. Byłam z nim szczesliwa, jednak w zeszlym roku, gdy mialam 16 lat, oświadczył mi, że lepiej bedzie jak sie rozstaniemy, poniewaz nie chce bysmy cierpieli, gdyby ktos z nas byl wybrany. Tak, wiec rozstalismy sie w zgodzie, ale od tamtej pory nie rozmawiałam z nim...
Wyjątkowo dzisiaj wstaje o 7:30 i ide pobiegac. Zawsze to robię. Biegam tą samą drogą, bo innej nie ma. Zawsze biegam po zniszczonym asfalcie, mijając zburzone budynki, patrząc na szare jak smola niebo. Po bieganiu, ide zjeść śniadanie:skórke od chleba i kości. Tym razem mój grafik trochę sie zmienia. Po śniadaniu zazwyczaj idę do szkoły, jednak dziś mamy dzień wolny i idziemy na tak zwane dożynki. Lecz jeszcze przed pójściem na ceremonię, ide sie przebrac w różową sukienkę, w którą ubieram sie co roku. Kiedy jestem gotowa, idę razem z tatą i mamą na to "święto". Mama jak zwykle placze. Nie dziwię sie jej. Boi sie o mnie. Tylko tata zawsze idzie z grobowa miną. Może też sie boi? Nie wiem... Gdy jesteśmy już na miejscu, ceremonię rozpoczyna burmistrz, który przypomina nam, że jesteśmy tylko poddanymi. Mrowkami, które służą swojej królowej. Pod koniec losuje karteczki z imieniami. Są 2 kule. Jedna jest z dziewczetami, a druga z chlopakami. Zawsze dziewczyny mają pierwszeństwo. Burmistrz podchodzi do puli i losuje jedną z karteczek. Podchodzi do mikrofonu i powoli czyta imię i nazwisko osoby, która sie znajduję na karteczce. 
-Violetta Castillo. - Zaczynam drzec. Kolana mi sie uginaja. Cała sie trzese. Jednak biorę sie w garść i wychodzę spośród tlumu. Następnie, burmistrz czyta wylosowana karteczke z puli chłopaków. 
-Jorge Verdas. -Te nazwisko... Znam je, aż za dobrze. Nie, to nie mój były, ale jego brat. Nagle widzę GO wyłaniającego sie z tłumu. 
-Zglaszam sie na ochotnika! Stać! Ja Leon Verdas zglaszam sie na ochotnika!!!-Strażnicy podchodzą do Leona i zabierają go razem ze mną do pociągu, który ma nas zawieść do stolicy naszego państwa-Madryt. 
*Podczas podróży*
Nadal nie mogę uwierzyć w to , że zostałam wybrana... Ja z Leonem...
Kocham go. I on ma zginąć?  Przecież to niesprawiedliwe. Jestem rozstrzesiona. -Lleon...
-Ciii już dobrze. Chodź do mnie. -Rozszerza ramiona w geście przytulenia. Podchodzę bliżej niego i wtulam się w jego umiesniony tors. Bardzo mi tego brakowało. Bardzo. 
-Aale Leon... Ja nie mogę... Jak ja mam niby cie..? -Nie daje mi dokończyć, tylko mnie całuje. Nie moge w to uwierzyć. Już tyle lat nie dotykalam czyjś ust.
Po pocałunku zaczyna drapac sie nerwowo po głowie. 
-Ja... Przepraszam. Musiałem to zrobić,  chociaż przez ostatnie chwile zycia...
-Nie mów tak. 
-A jak mam mówić, skoro to prawda?! To jest niedorzeczne! Napewno zgine. Nawer jeśli zostaniemy we dwójkę, to któreś z nas bedzie musiało...
-Nie Leon. Nie myslmy o tym teraz. Proszę...
-Dobrze. 
*W innej kabinie pociągu*
-Nie Leon! Napewno tego nie zrobię! 
-Lara prosze cie... Musisz...
-Nie! Ja nic nie muszę!  Nie pozwole na to, nie pozwolę...
-Lara, jesteś naszym mentorem... Proszę cie tylko o jedną rzecz. Byś utrzymała przy życiu Violette, nie mnie. Rozumiesz? Nie przysyłaj mi niczego. Ona tego bardziej potrzebuję. 
-Aale Leon...
-Wiem, rozumiem. Mi też jest ciężko...
Gy docieramy na miejsce, przebierają nas w stroje stworzone specjalnie, do życia w tamtych warunkach. Kiedy jestem na arenie, zauważam Leona. Nagle zegar wybucha, co oznacza start. Wszyscy rzucają sie po broń, rozpoczyna się krwawa walka. Biorę szybko łuk i biegne do lasu. Wspinam sie na najwyzsze drzewo i rozkladam sie na nim. Kładę sie i zasypiam. Kiedy sie budze, strasznie chce mi sie sie pic. Jest starsznie parno... Nagle widzę pudełko, ktore leci do mnie. Sięgam po nie i otwieram. W środku znajduje sie lejek. Przyciskam go do drzewa, a po chwili woda zaczyna wylatywac z niego. Zaczynam pic, a przy okazji obmywam swoją twarz. Wyciągam lejek i chowam go do kieszeni. Po chwili słyszę jakis głos. Ktoś idzie~myślę. Naciagam strzale na luk i celuje. 
-Łoło... powolutku... Nie strzelaj, proszę!-Zaczynam sie śmiać.  
-Wskakuj Leon. -Ten sie tylko uśmiecha i zaczyna sie wspinać po gałęziach. Po kilku minutach, siedzi juz koło mnie. Żadne z nas sie nie odzywa. Wiemy co nas czeka i nie chcemy zepsuć tej chwili. Rzucam sie na Leona i obejmuje go z całej siły, a ten wtula sie we mnie jeszcze mocniej. Przypomina mi się, że jest to nagrywane, ale nie przeszkadza mi to. Siedzimy wtuleni w siebie jeszcze przez parę minut, a potem zasypiamy. Budzimy sie i schodzimy z drzewa. Jesteśmy strasznie głodni. W pewnej chwili zauważam krzak z owocami. Podchodzę do niego i zrywam kilka. Dzielę sie z Leonem i zjadamy wszystkie owoce. 
*Parę godzin później*
Chodzimy i chodzimy... Czuję sie jak w jakimś pudle. To jest jak jakies bledne koło. Nagle zauważam jak ktoś do nas podbiega z nożem.  Już ma sie rzucić na Leona, ale zanim to robi, strzelam w niego z łuku. Upada na ziemie. Leon podchodzi do zwłok chłopaka i zabiera kilka potrzebnych rzeczy. Następnie kierujemy sie w strone rogu obfitosci. Po drodze znów wpadamy na kogoś. Tym razem to kobieta. Ma tyle gniewu w sobie. Rzuca sie na mnie i mną szarpie. Patrzę jak podnosi swój sztylet do gory i już ma zamair wepchnąć go we mnie, ale Leon odpycha ją ode mnie. Dziewczyna sie podnosi i zaczyna sie bić z Leonem. Nie mogę na to patrzeć. Chcę coś zrobić, ale nie potrafię. Po chwili czuję jak ktoś mnie obejmuje. Wtulam sie w Verdasa i stoimy tak przez kilka minut. Następnie udajemy sie do rogu obfitości. Gdy docieramy na miejsce, ku naszemu zdziwieniu nikogo nie zastajemy. Znajdujemy tam plecaki i żywnością, którą natychmiast wchlaniamy. Nagle słyszymy komunikat, świadczący o tym, że zostało tylko 3 uczestników, a to oznacza, że przeżył tylko jeden, bo ja i Leon to już 2. Siadamy sie na środku i wypatrujemy ostatniego uczestnika, lecz nic nie zauważamy. Po paru godzinach slyszymy jakiś szmer. Chwytamy za broń i podchodzimy bliżej hałasu...
Słyszę jak ktoś krzyczy. To krzyk Leona. Odwracam sie i widzę Diega trzymającego Leona.
-Jeśli sie ruszysz, skręce mu kark! -Nieruchomieję. Do oczu zaczynają napływać mi łzy, jednak je wstrzymuje.
-Pprosze... Nie rób mu krzywdy, weź mnie zamiast jego...
-A co to ci da? Ty noc nie rozumiesz?! Oni to tak ukantowali! I tak wszyscy zginiemy.., -I widzę jak ma zamiar zabić Leona, lecz ten jest szybszy. Wyslizguje sie pod Diegiem i uderza go z całej siły. Zaczynają sie bić, a pod koniec Leon wbija nóż prosto w serce Diega. Zaczynamy sie na siebie spoglądać. I co teraz? Zostalismy we dwójkę...
-Słuchaj Violu i tak jedno z nas musi zginąć, a ja ci na to nie pozwolę. 
-Nnie... Leon nie! -On podchodzi do mnie i całuje mnie namiętnie. Oddaję każdy pocałunek. Chciałabym by ten moment trwał wiecznie.  Nagle Leon się odsuwa ode mnie i chwyta nóż. 
-Nie!!! Leon nie!!!-Chcę go powstrzymać, lecz jeyne co od niego słyszę to
-Żegnaj Violu, kocham cie. -I wbija nóż w siebie. Zaczynamy krzyczeć. Nie moge w to uwierzyć, że oddal zycie za mnie. Przecież ja bez niego to jak roślina bez wody... Nie zamierzam dac władzom tej satysfakcji i postanawiam zrobić coś czego nikt jeszcze nie robił. 
-Niedługo sie zobaczymy, Leon... -Mówię. Polykam trujące jagody, które znalazłam w lesie i zasypiam...
*współczesność*
-I oto historia zakochanych, która odmienila nasze życie. Dzieki nim żyjemy w wolnym kraju i mamy pokoj na swiecie...
-Świetne opowiadanie Tini. Dostajesz 6.
-Dziękuję bardzo.
- Jak ty to zrobilas, ze wiedziałas co oni w danych momentach odczuwali?
-Mama mi opowiadala o mojej siostrze Violettcie. Nie znalam jej osobiście, ale z historii, które opowiadają mi rodzice, wynika, że Violetta była wspaniałą osobą. Tak samo jak Leon. Kochali sie i dlatego przezwyciężyli śmierć...
 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 
 
I jak się podoba ?? 

czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 14. Teraz my coś powiemy z Federico.

*Federico*

- Zostaniesz moją dziewczyną ? - zapytałem cicho Lu.
- Co ?! - krzyknęła.
- Zostaniesz moją dziewczyną ? - zapytałem ponownie. Siedziała cicho. Nie wiem co przez to myśleć. - Albo wiedz co zapomnij. Choć pójdziemy na ten ślub. Trzeba przeprosić rodziców za to wszystko w kawiarni. A o tym co się teraz wydarzyło... - nie dokończyłem przerwała mi pocałunkiem. Oczywiście odwzajemniłem go. Oderwaliśmy się od siebie dopiero jak zabrakło nam powietrza. Stylneliśmy się czołami.
- Czy to znaczy ,że się zgadzasz ? - zapytałem.
- Jak mogłabym ci odmówić takiej propozycji. - wstałem z ławki podałem jej rękę.
- Choć teraz na to wesele. - poszliśmy powolnym krokiem na ślub. Przed kościołem zobaczyliśmy Leona i Violettę. Podeszliśmy do nich. Staliśmy tak ,aż ceremonia się nie skończyła. Potem poszliśmy na wesele było niedaleko to po co nam samochód ? I tak pewnie wrócimy pijani. Udaliśmy się do sali ,w której miało się wszystko odbyć. W czwórkę czekaliśmy na gości w drzwiach. I na naszą parę młodą. Gdy w chodzili na sale zobaczyli nas rodzice. Podbiegli do nas.
- My naprawdę chcieliśmy was przeprosić za tamto.... - zaczęła mama.
- Teraz my coś powiemy z Federico. - powiedział Leon.
- My przepraszamy was za to ,że tak tam na was krzyczeliśmy. - powiedziałem.
- To było pod wpływem emocji. -  oddał mój brat.
- Mam nadzieje ,że nam wybaczycie. A jeśli nie to sobie pójdziemy. - spuściliśmy głowy. W tej właśnie chwili zobaczyłem ,że wokół nas stoi masa ludzi. I czekają na odpowiedź tak jak i my. Nie czekaliśmy długo na odpowiedź rodzice nas przytulili. Ludzie zaczęli nam bić brawo. A Lu i Violetta popłakały się ze wzruszenia. No i w końcu tworzymy normalną rodzinkę. Oderwaliśmy się od siebie. Uśmiechnęliśmy się.

*Violetta*

Cieszę się ,że się pogodzili. Chłopaki są szczęśliwi tak jak i ich rodzice.
- A no właśnie. Musimy wam kogoś przedstawić. Dziewczyny. - powiedział Leon. Podeszliśmy z Lu do nich.
- To jest Violetta. - powiedział Leon wskazując na mnie.
- A to Ludmiła. - oznajmił Federico. -  Moja dziewczyna. - oddał.
- No to wam gratulujemy. - powiedział ojciec poklepując Fede po ramieniu. Co ? Od kiedy oni są razem ? Jak ? Pewnie chodziło o to co mówili ,że pójdą wcześniej bo muszą porozmawiać ze sobą. Jeszcze w domu wypytam Lu o szczegóły. A teraz taniec rodziców chłopaków. Leon staną obok mnie.
- I co dumna ze mnie ? - zapytał.
- Bardzo. Nareście się pogodziliście. - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- Zatańczysz ? - zapytał.
- Z przyjemnością. - odpowiedziałam i ruszyliśmy na parkiet.
Przetańczyliśmy już ze trzy piosenki. Kiedy z głośników zaczęła lecieć wolna piosenka. Wtuliłam się leciutko w Leona. On jest naprawdę fajnym facetem. Gdy piosenka się skończyła poszliśmy do stołu. Gdzie siedzieli nasza nowa parka ( Federico i Lu ). Gadaliśmy i śmieliśmy się. Gdy nagle podeszła do nas mama chłopaków.
- Dziewczyny mogę z wami pogadać na osobności.? - zapytała. Przytaknęłyśmy i wyszłyśmy na dwór.
- Chciałam wam podziękować. - powiedziała pani Verdas.
- Ale za co ? - zapytała Lu.
- Bo ja wiem ,że to dzięki wam chłopaki tu przyszli i nam wybaczyli. Nie pytajcie skąd wiem. Naprawdę dziękuje wam z całego serca. - powiedziała po czym nas przytuliła.
- Nie ma za co. My tylko im powiedziałyśmy co jest w życie ważne ,a co najważniejsze. A najważniejsi są rodzice. To oni tak naprawdę dali nam życie. - powiedziałam i się uśmiechnęłam szczerze.
- Jeszcze raz dziękuje. - powiedziała. Wróciliśmy do sali ,w której odbywało się wesele. Uśmiechnięte wróciłyśmy do chłopaków.
- Chłopaki nie wypuście takich skarbów z rąk. - powiedziała mama chłopaków i poszła.
- Jak wam naopowiadała coś głupiego to przepraszamy za nią. - powiedział Leon.
- Nie nic głupiego nie mówiła. - powiedziałam.


 == = == = = = = = ==   === === = == = = = = = == =  == =

I co ? Dawno nie było rozdziału chłopaki są już pogodzeni z rodzicami. Ja się z tego powodu bardzo cieszę :)
Postanowiłam ,że przez następny tydzień nie dodam rozdziału. Takie małe wakacje. Mam nadzieje ,że mi wybaczycie. Pamiętajcie kocham was. :) Jutro jeszcze dodam One Shot'a. z pierwszego miejsca. Przy którym ryczałam. :')
10 kom. = 15 rozdział. 
 CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ= NOWE ROZDZIAŁY < 33 


sobota, 21 czerwca 2014

II miejsce.

No to czas na II miejsce w konkursie na One Shot'a. Mam nadzieje ,że przeczytacie ,bo jest naprawdę ciekawa. Co do jutra. Jutro niestety nic nie dodam bo jadę do babci. W związku z poniedziałkiem mam do was pytanie. W poniedziałek chcecie rozdział 14 czy może I miejsce w konkursie na One Shot'a ?
Odpowiedzcie w komentarzu. Tyle pisania teraz One Shot Niky Verdas. Opowiada o.... a z resztą sami się przekonacie. Miłego czytania. : ))

----------------------------------------------------------- 



 ~*~
Ona i jej paczka to najlepsze laski w szkole. On to cichy i spokojny chłopak który oprócz kumpli i rodziny nie ma nikogo... Dziewczyny zawsze mają to czego chcą, a to oczywiście zainteresowanie... Dziewczyny kuszą chłopaków wyglądem, makijażem, ale nie dają im nic oprócz możliwości patrzenia na nie. Zawsze muszą być w centrum zainteresowania. Jednak nie wszystkim się to podoba... Co do chłopaków... Dobrze się uczą, nie wdają się w bójki. Ich życie to Stud!o i Stud!o... Więc nie mieszając zacznijmy od początku...

                                    ~*~
Jest ciepły wiosenny poranek. Violetta, Ludmiła, Francesca i Naty (tak nazywały się dziewczyny) jak zwykle razem udały się do Stud!a. Dziś dzień przesłuchań, więc dziewczyny liczyły na ,,Nową Zdobycz". Już od progu szkoły zobaczyły grupkę chłopaków. Od raz do nich podeszły.
-Część! Jestem Violetta a to Lu, Fran i Naty - przedstawiła przyjaciółki gestem ręki.
-Witamy Boginie! Jam jest Diego. Przedstawiam Tomas, Broduey i Napo. - powiedział z ukłonem. Dziewczyny już wiedziały, że jutro muszą założyć NAPRAWDĘ krótkie spudniczki...

                                     ~*~
-A te znowu podrywają nowych frajerów... - powiedział zdołowany Leon do Maxiego.
-A Ty co? Zazdrosny? Podoba Ci się któraś?
-Co? Mi? Bed girls? Hahaha! - za śmiał się ironiczne Verdas - Po prostu żal mi ich...
-Verdas, Verdas... Znam Cię i wiem, że Castillo zawróciła Ci w głowie.... Nie oprzesz się jej. Jest taka cudowna, piękna.... A te jej ciemne loczki... - rozmarzył się Ponte.
-Ty mówisz o Violettcie?!
-Nie, o Naty - zamyślił się raper.
-Mam Cię!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie! I koniec, kropka!
-Dobra! Ją swoje wiem... Ty myślisz o Naty, Fede o Ludmile, Marco o Francesce...
-A ty o Violettcie... - dokończył za Verdasa Ponte.
-I tak nigdy nie zwrócą na nas uwagi...

                                ***
Tydzień później. Dziewczyny ,,kuszą" chłopaków. Oni nic nie podejrzewają. Myślą, że na serio podobają się dziewczyną. W Stud!o trwała przerwa. Chłopcy rozdzielili się. Diego poszedł z Naty, Napo z Fran, Tomas z Lu, Broduey z Violettą. Gdy odeszli od siebie chłopcy zadali im identyczne pytanie:
-Violu/Fran/Lu/Naty czy będziesz moją dziewczyną?
Wszystkie popadły w śmiech. Zawsze gdy akcja się powtarzała, mówiły dokładnie to samo:
-Kochany! Ty myślisz, że byłabym z kimś takim jak Ty? Żartujesz sobie? Gadałam z tobą, tylko dla tego, że nie mam co robić a ro sprawia mi radość! Lu/Fran/Naty/Viola odchodzi! - powiedziały, pstryknęły palcami i odeszły. Jednak  nie wiedziały co czeka ich z tymi chłopakami. Oni mieli każdą. Zgrywali miłych, potem upijali swoje ,, dziewczyny" i zaciągali je do łóżka. Tylko dla nowych ,,sztuk" przyjechali do BA. Musieli się zemścić, bo to ich tradycja... Dziewczyny nie wiedziały na jak głęboką wodę wchodzą!

                                 ~*~
-Dziewczynki już żuciły chłopców? Leoś nie smuć się... One nie są dla Was! Spójrz tylko na mnie, Lene, Valerie i Lare! My i wasza czwórka... Powstały by fajne pary np. Maleria (Maxi, Valeria) Lerico (Fede, Lena) Larco (Lara, Marco) i... Lemila (Leon, Camilla). Przecież one nie są dla Was! - próbowała go przekonać ruda.
-Camilla! My nie mamy nic do Bed Girls! Do was tym bardziej! Nie podobacie nam się! - odparł szatyn i wrócił do kumpli.
-Znów ta sama śpiewka? - raper skierował pytanie do sztyna.
-Tak... Nie mam już siły... A właśnie... Bed Girls spławiły już tych kolesiów... Nie wyglądają na zachwyconych... Lepiej patrzec im na ręce...

                                  ~*~
Późny wieczór. Przyjaciółki mają zamir wyjść z sali prób i wracać do domu. Violetta podeszła je otworzyć, ale o dziwo były zamknięte. Nagle dziewczyny zobaczyły otwierające się drzwi do sali nagrań. Wyszli z tamtąd znane im postacie.
-Tęskniłaś - odezwał się do Violetty Broduey.
-Czego?! - odparła szatynka.
-Nam, nikt się nie sprzeciwia! - powiedzieli i zaczęli podchodzić  do dziewczyn. Lu dostała z liścia, Naty ściśneli nadgarstek do czerwoności, Fran połamali nos, a Violette ciągnęli za włosy. Po torturowali dziewczyny, aż były pol-przytomne wtedu zaczęli je całować. Gdy mieli je rozbierać do pomieszczenia wszedł Leon, Fede, Marco i Maxi. Bed Boy'e dostali parę razy w twarz. Po chwili dziewczyny jechały z chłopcami do szpitala. Na miejscu zrobiono im kilka badań. Violetta odpoczywała, gdzy do jej sali wszedł Leon.
-Hej!
-Dziękuje.
-Nie ma za co...
-Ale mam jedno pytanie... Dlaczego to zrobiliście?
-Traktujecie nas jak powietrze, więc nie wytrzymacie bez nas 3 minut - powiedział i uśmiechnął się do szatynki. Ona niespodziewanie go pocałowała. Było to piękne. Po chwili zapytała:
-Czy to oznacza, że my...
-Tak. - przerwał jej Verdas.
Pp chwili dostała 3 sms'y
Od:
Lu-Jestem z Fede!!! ;*
Fran-Jestem z Marco! :))))
Naty-Jestem z Maxim!
Napisała im o swoim związku i znów pocalowała szatyna

                                 ~*~
-Ten scenariusz jest świetny! Masz tę pracę! -krzyknął reżyser do Niky.
-Dziękuje!
Ustalili jesze kilka szczegółów co do współpracy i dwudziestolatka pojechała do rodziców.
-Dostałam te pracę! Dziękuje Wam! - krzyczała od progu.
-Cieszymy się, że mogliśmy pomóc, prawda Leon? - powiedziała matka.
-Oczywiście Vilu.