czwartek, 17 kwietnia 2014

Dwa miesiące razem !!!!.

To już dwa miesiące !! Jak ten czas szybko leci. Miło spędziłam z wami ten czas. A teraz po głowie chodzi mi ciągle pytanie '' Zawiesić czy nie ? '' Naprawdę nie wiem co mam zrobić :( Pomijając to życzę wam udanych świąt :D Spęczonych razem z bliskim :P WESOŁEGO ALLELUJA !!! <3
A teraz taki króciutki wierszyk dla was wszystkich < 333 

środa, 16 kwietnia 2014

Rozdził 20.

*Violetta*

- Ale z dzieckiem jest wszystko w porządku. - powiedział lekarz.
- Ale przecież tam tan lekarz powiedział ,że nie wiadomo czy nasze dziecko przeżyje. - powiedział Leon.
- Ja jestem lekarzem prowadzącym. Pańskiej żony. A tam ten lekarz jest prowadzącym kobiety ,która także jest w ciąży ,ale zagrożonej. - powiedział. - Wasza dziewczynka jest w pełni zdrowa. Tylko musimy zostawić panią na jakiś tydzień , dwa w szpitalu. W celu badań. - dodał. Ma mojej twarzy i Leona zagościł uśmiech. Lekarz spojrzał na ekran ,do którego jestem podłączona. - Tak jak mówiłem wszystko dobrze. - powiedział z uśmiecham. - Proszę nie przemęczać pacjentki. - dodał jeszcze i wyszedł.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. - powiedział Leon.
- Ja też. - dotknęłam swojego brzuszka i się jeszcze bardziej uśmiechnęłam. Leon pocałował mój brzuszek, w którym mieszka nasza córeczka. Nachylił się na dem mną i chciał pocałować. Kiedy maszyna zaczęła szybciej pikać. Szybko się ode mnie odsuną.
- To jest popsute.- powiedział Leon. Do sali wbiegła siostra.
- Ej co się tu dzieje. ? Ja jeszcze nigdy nie widziałam takiego szybkiego bicia serca. - powiedziała.
- Nic. Jak pani jeszcze raz to usłyszy to niech pani wie ,że wszystko jest dobrze. - powiedziałam do niej z uśmiecham. Kobieta wyszła z pomieszczenia.
- Dlaczego powiedziałaś jej ,że wszystko dobrze skoro tak nie jest. To - wskazał palcem na maszynę - jest popsute. - powiedział.
- Nie jest.
- Jest.
- Nie
- Tak
- Nie
- Tak
- Nie
- Tak. Jak nie jest to mi to udowodnij.  - powiedział.
- Pocałuj mnie. - rozkazałam. Leon nachylił się nade mną i znów maszyna zaczęła głośniej pipczeć. Leon odsuną się ode mnie i znów ucichło. Potem znów się przysuną i znów pipcze. I tak robił w kółko. Przysuwał się i oddał.
- Nic nie rozumiem. - powiedział.
- Naprawdę ? - zapytałam. Kiwną głową na nie. - To ty tak na mnie działasz. - powiedziałam i się zarumieniłam. Leon uśmiechną się do mnie.
- To mi się podoba. - powiedział. Nachylił się nade mną i pocałował już nie zwracał uwagi na maszynę.

*Leon*

Teraz w sali Violetty są German , Angie , mama i tata.  Nel siedzi mi na kolanach.
- Tatusiu. ? - powiedziała Nel.
- Tak słońce. - spojrzałem na nią.
- A kiedy mamusia pojedzie z nami do domku. ? - zapytała. '
- Już nie długo. Mamusia i Vivien muszą odpocząć. - powiedziałam.
- Bardzo cię kocham. - powiedziała po czym wtuliła się w mój tors.
- Ja ciebie też. - powiedziałem.
- Wiesz troszkę zgłodniałam. - powiedziała mała.
- Choć pójdziemy coś kupić do jedzenia. - powiedziałem. Mała zeskoczyła z moich kolan. Ja wstałem z krzesła. Złapałem ją leciutko za rączkę i poszliśmy do sklepu.

*Violetta*

- Violu. My będziemy już się zbierać. - powiedziała Angie. Podchodząc do mojego taty.
- My też. - powiedziała Veronica.
- Dobrze. - powiedziałam. Wszyscy po kolei pocałowali mnie w policzek i wyszli. Ja leżałam na tym łóżku. Może zaraz przyjdzie Leon z Nel ? Spojrzałam na mój brzuch i mianowicie się uśmiechnęłam.
- Wszystko będzie dobrze. - powiedziałam. Głaszcząc go.

--------------------------------------------------------

Środa. Zaczynam się zastanawiać czy nie usunąć tego bloga ;( Mało komentujecie ,a pod One Shot'em nie był ani jednego komentarza ;( Nie wiem pomyślę ,może nie zawieszę..

 CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ = NOWE ROZDZIAŁY < 333

piątek, 11 kwietnia 2014

Rozdział 19.

*Leon*

Nagle Violetta zemdlała. Szybko zadzwoniłem do Naty. Która mieszczka obok nas. Żeby zajęła się Nel. Gdy skończyłem rozmowę usłyszałem dzwonek do drzwi. Była to Naty. Powiedziałem jej ,że zaraz moi rodzice przyjadą po Nel. Szybko wziąłem Violettę na ręce i pobiegłem z nią do samochodu. Pojechaliśmy do szpitala. Gdy tam dotarliśmy. Zaniosłem moją żonę do sali wyznaczonej przez pielęgniarkę. Gdy przyszedł lekarz kazał mi opuścić salę. Z trudem to zrobiłem. W tym czasie zadzwoniłem do mamy.
L: Mamo. Violetta jest w szpitalu. Możesz pojechać po Nel i tu przyjechać ?
M: A co się stało.
L: Powiem ci jak przyjedziecie. A i jeszcze gdybyś mogła zadzwonić do Germana. Byłbym naprawdę wdzięczny.
M: Dobrze. A gdzie jest Nel ? Chyba nie zostawiłeś jej samej.....
L: Nie no coś ty. Jest z Naty. Mieszczka obok nas chyba wiesz, która. Dobra ja już muszę kończyć lekarz idzie.
Rozłączyłem się. W szybkim tempie podbiegłem do lekarza.
- Co z Violettą ? - zapytałem.
- Dziewczyna jest osłabiona. Jej ciąża nie przebiega jak powinna...
- Ale co jest nie tak ? - przerwałem mu.
- Musimy ją zostawić na tydzień lub dłużej w szpitalu. - powiedział.
- A co z dzieckiem ? Ona przeżyje ? - zapytałem już zw łzami w oczach.
- Tego nie mogę powiedzieć. - powiedział i odszedł. Usiadłem na krześle. Schowałem twarz w dłonie. Poczułem ,że ktoś dotyka mnie po ramieniu. Odwróciłem się w tamtą stronę zobaczyłem mamę i Angie.
- Synku co z Violą ? - zapytała.
- Nie jest za dobrze. Mnie wiadomo czy nasze dziecko przeżyje. A gdzie Nel ? - zapytałam.
- Poszła z Germanem i Roberto < od aut. nie pamiętam czy dałam tacie Leona jakieś imię ;c więc będzie to Roberto.> po napój bo małej zachciało się pić.

*Violetta*

Obudziłam się w dziwnym miejscu. Gdzie ja jestem ? Zobaczyłam ,że obok mnie chodzi jakaś kobieta.
- Gdzie ja jestem ? - zapytałam.
- O już pani się obudziła. Jest pani w szpitalu. - powiedziała.
- Aha. A czemu jestem w szpitalu ? Coś się stało z dzieckiem. ? - zadawałam jej pytania.
- Na te pytania odpowie pani lekarz. - powiedziała. - Na korytarzu czeka pani rodzina. Zawołać kogoś ? - zapytała z uśmiecham.
- Jak jest to Leona. - powiedziałam. Kobieta otworzyła drzwi i zawołała Leona. Wszedł do sali od razu się do niego uśmiechnęła. Pielęgniarka opuściła salę.
- Vilu. - powiedział Leon siadając obok mnie i łapiąc za moją dłoń. - Jak ja się o ciebie bałem. - powiedział.
- A jak ja tu trafiłam ? - zapytałam.
- Zemdlałaś w domu. - wyjaśnił.
- Ale naszemu dziecku nic nie jest ? - zapytałam. Z jego oczy popłynęła łza.
- Nie nic jej nie jest. - powiedział wycierając łzę.
- A dlaczego się popłakałeś ? - zapytałam.
- Bo..... bo... nie mamy pewności czy ona przeżyje. - powiedziała ,a z moich oczu popłynęły łzy. Nagle do sali wszedł lekarz.
- Dlaczego płaczecie ? - zapytał. Jakby nic nie wiedział.
- Jak to dlaczego ?! Nasze dziecko może umrzeć. ! - krzyknęłam.
- Ale.....

---------------------------------------------------

Jakoś ostatnio spodobało mi się kończyć w takich momentach w których nie wiadomo co się stanie później :D Jak tam ?? WEEKEND <3

 CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ = NOWE ROZDZIAŁY < 333